Sztuka religijna, czyli… kicz?

No więc mamy, drodzy państwo, aferę szopkową. Bardzo wiele osób zbulwersowała tegoroczna szopka bożonarodzeniowa, która stanęła na Placu św. Piotra. Zamiast tradycyjnych figur Maryi z Józefem i Dzieciątkiem Jezus oczom milionów wiernych ukazały się jakieś walcowate szkaradziejstwa, przypominające bardziej przybyszów z Matplanety niż Świętą Rodzinę. I od razu uprzedzam – ja również należe do zniesmaczonych. Wszystko rozumiem – sztuka, potrzeba przewietrzenia skostniałej konwencji, ale są, do licha, jakieś granice.

Są zwłaszcza wtedy, gdy dzieło sztuki docelowo nie ma zajmować się samym sobą, czyli de facto zaspokajać próżność autora, lecz otwierać odbiorców na Boga. Jako dopiero co nawrócony katolik – w chwili pisania tego tekstu minęło nieco ponad 24 godziny od mojej pierwszej po trzynastu latach spowiedzi – być może mam średnie prawo się wymądrzać. Być może czegoś tu nie doczytałem, nie zrozumiałem, zasugerowałem się głosami oburzonych znajomych z fb. Możliwe nawet – bo czemu nie? – że mam niewyrobiony gust. Tylko że z drugiej strony – sztuka religijna nie jest wyłącznie dla ludzi wysublimowanych.

Jednocześnie na youtubowym kanale Wojna Idei słucham felietonu jego twórcy o tym, jak zazwyczaj kiepskie są filmy religijne. Filmy i w ogóle kultura tworzona z myślą o szerzeniu wartości chrześcijańskich. Główne zarzuty Szymona to słabe wykonanie – autorzy na ogół nie mają dużych środków, a do tego wychodzą z założenia, że nieważna forma, gdy liczy się przede wszystkim treść – propagowanie stereotypu oblężonej twierdzy – bo sporo historii tego typu traktuje o prześladowaniach ze względu na wiarę – i toporny przekaz, który łatwo osuwa się w propagandę.

W katolickich zakątkach netu poruszone przez Szymona problemy są od jakiegoś czasu intensywnie wałkowane. Mnie, jako komuś, dla kogo styk wiary i kultury jest istotny, zresztą też chodzą po głowie. Co więcej – uważam, że zarówno Szymon, jak i Tomasz Samołyk, który też kwestię słabości sztuki religijnej podnosił w kilku vlogach, mają naprawdę dużo racji.

Owszem, filmy czy książki opowiadające o wierze często bywają, kolokwialnie rzecz ujmując, cieniutkie. Często widać w nich niedostatki budżetowe lub brak dobrego pomysłu, który pustki w kasie albo niedociągnięcia wydawnicze mógłby zniwelować. Często autorzy słusznością przesłania maskują mielizny warsztatowe, a przekonanie, że mają rację, tudzież że należy za wszelką cenę bronić Chrystusa i jego wyznawców w obliczu kierowanych przeciw nim ataków, odbiera im niezbędną przy tworzeniu dobrej sztuki finezję oraz wyczucie na wieloznaczności. A uwidacznia się to najdobitniej w masówce produkowanej taśmowo w USA.

To stamtąd pochodzi fenomen christian movies i analogicznych do nich christian novels, czyli szytych grubymi nićmi, robionych często po kosztach lub pisanych w olimpijskim tempie opowieści z jasno wyłożonym przesłaniem religijnym. Najbardziej znane u nas przykłady to filmowa trylogia „Bóg nie umarł” i monstrualny powieściowy cykl „Czasy ostateczne” Tima LaHaye i Jerry’ego B. Jenkinsa. Ale również głośne ze względu na silnie antyaborcyjny przekaz „Nieplanowane”.

Sporo produkcji tego typu powstaje – a przynajmniej powstawało jeszcze kilkanaście lat temu, bo teraz nie śledzę na bieżąco – we Włoszech. W Polsce do tego nurtu niewątpliwie można zaliczyć „Faustynę” z Dorotą Segdą, która, nawiasem mówiąc, zrobiła już chyba wszystko, co mogła, by zmazać z siebie „hańbę” zagrania świętej, i niedawne, nawiązujące do tych samych wątków, „Miłość i Miłosierdzie”, występu w którym kilkoro aktorów też zapewne zacznie się niebawem wstydzić. Jeden zresztą już przechwala się w wywiadach, jak swego czasu udawał homoseksualistę, by uzyskać „kościelny rozwód”. (Przepraszam, ale śmieszy mnie to.)

Czy wszystkie te produkcje należy oceniać jednakowo? Absolutnie nie. Są wśród nich rzeczy dobre, przeciętne i słabe. „Miłość i Miłosierdzie” ma kilka wad, co nie zmienia faktu, że proponuje ciekawy sposób mówienia o religii. „Nieplanowane” nie są może dziełem sztuki, lecz pomijając przekaz, który wielu oburzonym wszedł za paznokcie jak zadra – i dobrze – nie odstają poziomem od tuzinów innych obyczajówek. Telewizyjna ekranizacja „Czasów ostatecznych” z 2000 roku to kompletna kicha, choć już film z 2014 z Nicholasem Cage’em można śmiało uznać za niezłą biblijną fantastykę.

I dlatego z jednej strony dziwi mnie krytykowanie w czambuł wszystkich chrześcijańskich tworów kultury, z drugiej zachodzę w głowę, jaka na dłuższą metę miałaby być alternatywa. Nie każdy i nie zawsze może nakręcić nową „Misję”, „Ewangelię wg Mateusza” albo „Drzewo życia”. Z kolei wysuwany przez Szymona argument, że najlepsze religijne dzieło to takie, gdzie o wierze i Bogu nie mówi sie wprost, lecz za pośrednictwem metafor, które trzeba rozwikływać niczym przypowieści Jezusa, brzmi, jak dla mnie, ciut zachowawczo.

Czy w takim razie Mel Gibson nie powinien był kręcić „Pasji”? Czy postąpiłby lepiej, gdyby opowiedział o Jezusie i Jego męce bez Jezusa, zmuszając odbiorców do domyślenia się, o co chodzi? No, chyba że nie uważamy „Pasji” za dobry film. A jeśli tak, to zapewne warto zapytac dlaczego. Przez niedostatki budżetowe czy warsztatowe, na które cierpi gros chrześcijańskich produkcji? Raczej nie. Może więc prawdziwym problemem jest fakt, że Gibson odważył się przemówić wprost?

I być może w ogóle tutaj tkwi sedno wielu utyskiwań na sztukę religijną, formułowanych zarówno przez krytyków z gremiów pozakościelnych, jak i tych wierzących, zatroskanych o to, że nie umiemy w kulturę. Może narzekanie na warsztat – jakkolwiek często uzasadnione – to tylko zasłona dymna dla zgorszenia, że ktoś miał czelność mówić o boskich sprawach bez zbędnych woalek i nadmiernych wieloznaczności, równie dobrze mogących cechować wybitną sztukę, jak nadobną paplaninę o niczym. Czyżbyśmy więc wstydzili się własnej wiary?

Szymon kończy swój wywód stwierdzeniem C. S. Lewisa, że nie potrzeba nam więcej chrześcijańskiej literatury, lecz więcej chrześcijan piszących po prostu dobrą literaturę. Niestety przy okazji zapomina, że artysta w swojej twórczości zwykle zawiera, mniej lub bardziej otwarcie, to, czym sam żyje. A do tego nie każdy jest Lewisem czy Tolkienem i niekoniecznie musi chcieć o swojej wierze opowiadać, zasłaniając się lwami i hobbitami. I co wtedy? Zostanie przez Szymona obwołany partaczem?

To prawda, że chrześcijaństwo oddało kulturę walkowerem. Tak jak prawdą jest niestety, że próby ponownego wejścia w nią na razie przebiegają opornie – choć ja osobiście będę się upierał, że nie wygląda to aż tak źle, jak widzą Szymon i Tomasz. Jednak warto też mieć na uwadze fakt, że swoją niegdysiejszą potęgę w dziedzinie kultury wyznawcy Chrystusa zbudowali nie na owijaniu w bawełnę, a na jawnym pokazywaniu obiektów swojej czci i nie obawianiu się, że zostaną posądzeni o uprawianie propagandy czy taniego pokrzepiania serc.

Oczywiście w tym momencie słyszę już słynną anegdotkę, jak to Pan Jezus miał zwrócić się do malarza Jana Styki słowami: „Ty Mnie nie maluj na kolanach, ty Mnie maluj dobrze.” Mógłbym ją zkontrować inną wypowiedzią Zbawiciela, skierowaną dla odmiany do św. Faustyny, że nie w piękności farb siła obrazu, którego namalowanie jej zlecił, lecz w płynących przez niego łaskach. Ale nie ma co się przerzucać cytatami. To jasne, że sprawy boże zasługują na najwyższą jakość – obyśmy tylko wiedzieli, kogo malujemy.

Chcę wierzyć, że między religijną cepelią a przeestetyzowaną gadaniną o niczym istnieje przestrzeń dla po prostu dobrej, bezpretensjonalnej sztuki opowiadającej bez wstydu i kompleksów o tym, co najważniejsze. Chcę również wierzyć, że owym złotym środkiem nie są koszmarne figury na Placu św. Piotra. A jeśli to, co napisałem, świadczy o moim kiepskim guście, to trudno – może Bóg kiedyś mi go naprostuje albo wybaczy swemu niemądremu słudze.

Jedna myśl na temat “Sztuka religijna, czyli… kicz?

  1. Ta szopka niestety, która jest w Rzymie nie podoba mi się. Jest według mnie straszna- to jest mój subiektywny osąd. Po prawdzie to niektóre z niej figurki przypominają mi rzeźby słowiańskich bóstw, a także egipskich.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s