Kilka słów o filmie „Wywiad z Bogiem”

Kiedy jest się felietonistą na własny rachunek, czasami trochę ciężko narzucić sobie regularny reżim pracy. Gdy raz od wielkiego dzwonu już się to udaje – a mnie od jakichś dwóch tygodni idzie całkiem nieźle (oby tak dalej, Króliku) – człowiek napotyka na fundamentalny problem, o czym tu znów napisać. Przecież tyle jest rzeczy do skomentowania: Trump przed finiszem kadencji zdążył jeszcze podłożyć Józiowi i Kamali kukułcze jajo w postaci Narodowego Dnia Świętości Ludzkiego Życia, miłujący gejów bardziej niż Jezusa ojciec James Martin szkaluje Polskę za homofobię, przedsiębiorcy podnoszą bunt przeciwko „pandemicznemu” terrorowi, co niezwykle mnie cieszy, itp., itd.

W końcu jednak uznałem, że muszę na chwilę od tej bieżączki odsapnąć. Zwłaszcza że odkąd ponownie porwał mnie bitewny tumult, prawie w ogóle nie zajmowałem się kulturą. A tak się składa, że w ostatni weekend odkryłem kapitalny film, który zdecydowanie warto polecić każdemu, kto szuka w kinie dobrych, bezpretensjonalnych chrześcijańskich treści. Ja szukam. Szukam, bo, szczerze mówiąc, zmęczyło mnie już dopatrywanie się na siłę ewangelicznego czy w choćby najbardziej mglistym zarysie religijnego przesłania w produkcjach z założenia niereligijnych. Poza tym od dawna fascynuje mnie fenomen christian culture jako odrębnej i posiadającej własne cechy dystynktywne gałęzi sztuki. Sam się przecież do niej dokładam.

A film, o którym mówię, to „Wywiad z Bogiem” z 2018 roku. Opowiada on historię niegdyś głęboko wierzącego i szukającego prawdy dziennikarza Paula, któremu po powrocie z misji w Afganistanie rozsypuje się cały świat. Mimo iż walczył jedynie słowem, cierpi, podobnie jak żołnierze, z którymi zresztą utrzymuje braterskie stosunki jak z rzeczywistymi towarzyszami broni, na syndrom stresu pourazowego. Do tego rozwala mu się małżeństwo. Początkowo jest przekonany, że kryzys zaczął się, kiedy poleciał na misję, potem jednak odkrywa, że psuło się już wcześniej. Oczywiście wysycha też jego wiara. Paul żyje w przeświadczeniu, że Bóg nie wysłuchał żadnej z jego żarliwych modlitw. Myli się jednak.

Bo oto nagle Bóg, Pan Zastępów i Ojciec Wszelkiego Stworzenia we własnej osobie zgłasza się do Paula, oferując mu wywiad. W sensie, że to Paul miałby przeprowadzić wywiad z Nim. Trzeba tu bowiem nadmienić, że Paul pisuje o sprawach religii dla pewnej zupełnie świeckiej gazety, w której poruszane przez niego tematy lądują w dziale „Styl Życia” obok horoskopów. Bóg nie ukazuje się jednak pod postacią gorejącego krzewu, tubalnego głosu z chmur ani patriarchy z długą siwą brodą oraz w białej szacie. Te sztuczki – jak wyjaśnia zbitemu z tropu i podejrzewającemu szwindel Paulowi – były dobre dla proroków, choć oczywiście gdyby ten sobie życzył, mógłby zapalić jakieś drzewo.

Nie, do Paula przychodzi jako pogodny staruszek w prostym garniturze. Albo raczej to Paul przychodzi do Niego, bo ich pierwsze spotkanie ma miejsce w parku, gdzie Bóg oczekuje go, siedząc przy szachownicy. Takie małe bergmanowskie mrugnięcie. Ta chwila rozpoczyna w potrzaskanym życiu Paula trzydniową odyseję, podczas której Paul dowie się całkiem sporo zarówno o naturze Boga, jak i o swojej własnej. Otrzyma – jak to zwykle w konszachtach z Najwyższym bywa – nie do końca to, czego chciał, ale z pewnością to, co było mu najbardziej potrzebne. Przede wszystkim zaś odkryje, jakiego grzechu Bóg z pewnością nie mógłby mu przebaczyć.

Film ujął mnie swoją kameralnością oraz niewymuszoną prostotą, sprzyjającą wyciszeniu i kontemplacji. Spodobała mi się też zawarta w nim definicja wiary jako procesu, który ma cię nie tyle przy Bogu trzymać, co raczej cały czas do Niego prowadzić, wymagając od ciebie aktywnego udziału. Właśnie tak należy interpretować spotkania Paula z Bogiem. To Bóg jako pierwszy wyciąga rękę, ale to Paul musi udać się do parku, a potem w każde kolejne miejsce, jakie Bóg mu wyznaczy. W rozmowach z Paulem Bóg nagminnie stosuje strategię uników i odpowiadania pytaniem na pytanie, ale robi to nie po to, by kreować się na nieprzystępnego, lecz po to, żeby pobudzić Paula do szukania odpowiedzi i formułowania właściwych pytań.

Zaś jednym z najważniejszych, które stopniowo staje się jak gdyby osią filmu, jest to, które i większość z nas – ja na pewno – często sobie zadaje: dlaczego dobrych ludzi spotyka zło? Bóg dzięki swojej taktyce naprowadza Paula na tyleż oczywisty, co trudny niekiedy do przyjęcia wniosek, że formułując je, tak naprawdę najczęściej nie mamy na myśli abstrakcyjnych albo znanych z naszego otoczenia ludzi, lecz po prostu siebie. A zatem dlaczego to mnie spotyka zło. W ten sposób Bóg pokazuje Paulowi, jakimi egoistami wszyscy jesteśmy, myśląc o sobie jak o dobrych. Staje się to też punktem wyjścia do ciekawych rozważań o wolnej woli Boga i jej przecinaniu się z wolą człowieka.

Kolejną niewątpliwą zaletą „Wywiadu…” jest to, że łamie stereotyp dzieła religijnego jako musowo granego na wysokim C. Oczywiście jest wiele chrześcijańskich filmów – zwłaszcza amerykańskich – w których mamy do czynienia z prostą historią o prostych ludziach, którzy żyją ewangelicznymi wartościami lub je odkrywają, ale w mało którym pojawia się sam Bóg przybierający formę komunikatywną dla współczesnego, zabieganego i stłamszonego przez technokratyczną cywilizację człowieka. Zazwyczaj jeśli już w ogóle wkracza w historię, to albo jako przemawiający natchnionym, archaicznym tonem Chrystus, albo jako tajemnicza i niezgłębiona efemeryda.

Ukułem nawet taki termin – faustynizm. Odnosi się on co prawda bardziej do postaci Jezusa i Maryi niż do Boga Ojca, ale oddaje, jak przypuszczam, sedno problemu, który sporo ludzi ma z wyobrażeniami o dowolnej z tych niebiańskich Osób. Faustynizm to oczywiście aluzja do stylu, w jakim Jezus przemawiał do św. Faustyny Kowalskiej – czy też w jakim ona sama to zapisała w „Dzienniczku”, a co zostało powielone i utrwalone w licznych poświęconych jej przekazach. U Faustyny – ale też w wielu innych objawieniach – Jezus i Maryja obowiązkowo muszą przemawiać z podniosłą rzewnością, która nam dzisiaj wydaje się cokolwiek sztuczna i tworzy poczucie mimowolnego dystansu.

Ba, muszę się nieskromnie przyznać, że sam czasem próbuję sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby Jezus, Maryja lub ktokolwiek z Nieba przyszedł do mnie. Powiedzieliby: „Ach, synu mój, oto me rozkrwawione, otwarte serce cierpi tak strasznie za te wszystkie biedne dusze, co idą na zatracenie” czy może jednak: „Marcin, nie bój się, jestem tu po to, żeby przekazać ci coś ważnego”? Teoretycznie znam odpowiedź na to pytanie, bo historie wszystkich jak dotąd udokumentowanych objawień jasno pokazują, że przybysze z Nieba zawsze dostosowują się do języka i kultury tego, do kogo przychodzą – tak przecież było z Faustyną – ale w praktyce ciężko uwolnić się od tej górnolotnej konwencji.

Oczywiście nie sugeruję, że to, w jaki sposób przemawia do nas Bóg, jest kwestią absolutnie podstawową, ani że w przypadkach, gdy Jego przesłanie stawia nam opór na poziomie formy, należy się od niego odwrócić czy je zlekceważyć. Twierdzę jedynie, że zawsze warto szukać wciąż nowych kanałów komunikacji do przekazywania Jego prawd. Taką próbą z pewnością jest omawiany tu film. A przynajmniej stara się on wskazywać na potrzebę takiego działania. Unika przy tym pułapki, w którą popada wielu innowatorów – nie zniekształca samego sedna nauki, którą nam przekazuje. Przynajmniej ja nic takiego tam nie znalazłem. Znalazłem za to chwilę wytchnienia od towarzyszącej często religijnemu dyskursowi koturnowości.

I choćby dlatego warto niekiedy zaserwować sobie coś takiego jak „Wywiad z Bogiem”, co z nią kontrastuje i przy okazji przemyca kolejną fundamentalną prawdę o Bogu. Mianowicie tę, że choć jest On niezmienny i ponadczasowy, to przy tym również – a może właśnie dlatego – zawsze aktualny i na czasie. Ba, wyprzedza nas, a do tego zawsze znajduje do nas właściwą drogę. Drogę, ale i język. I tak naprawdę chyba przede wszystkim o tym traktuje ten ciepły, choć w żadnym razie nie cukierkowy czy ckliwy film.

A można go za darmo – przynajmniej póki co – i w pełni legalnie zobaczyć tu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s