7 chrześcijańskich filmów w sam raz na niedzielny wieczór

Ponieważ ostatnio poruszałem sporo ciężkich tematów, a kolejne już w drodze, postanowiłem znów zaserwować małe kulturalne, a konkretnie filmowe interludium. Dodatkowo zmotywował mnie do niego poprzedni tekst, w którym odnosiłem się do uruchomionego przez Klub Jagielloński podcastu o kulturze. Został on przez autorów dostrzeżony i udostępniony, dzięki czemu bardzo fajnie się klikał. Podobnie jak oni mam nadzieję, że uda się rozkręcić jakąś poważniejszą dyskusję o obecności chrześcijan w kulturze i naszym do niej stosunku.

Tekst był – że pozwolę sobie przypomnieć – lekko polemiczny. W najogólniejszym zarysie: panowie Pilawa, Brzycki i Kaszczyszyn postulowali nawiązywanie dialogu z kulturą postchrześcijańską i szukanie w niej okruchów wartości, jednocześnie krytykując podejście katolików tę kulturę potępiających i zamykających się we własnym kręgu. Ja zaś, nie odżegnując się absolutnie od ich propozycji i zgadzając się, że eskapizm nie jest dobrą strategią oraz że po tzw. naszej stronie jest sporo chłamu, zauważyłem, że chrześcijanie powinni mieć mniej kompleksów wobec mainstreamu i odważniej eksplorować bliskie im tematy i wartości po swojemu.

Napisałem też, że w pewnym momencie ja sam doszedłem do punktu, w którym znudziło mnie doszukiwanie się na siłę wartości w niechrześcijańskich filmach i zapragnąłem obcować z takimi, które o wierze i Bogu mówią wprost. W tamtym tekście nie pojawiły się żadne tytuły, choć o kilku wspominałem w innym, jeszcze z zeszłego roku, jednak teraz postanowiłem ten brak nadrobić i podzielić się siedmioma filmami religijnymi, które w ostatnich latach widziałem.

Oczywiście tu drobne zastrzeżenie: w żadnym razie nie czuję się ekspertem w dziedzinie christian movies – ich jest tysiące, lepszych i gorszych, a ja dotąd zobaczyłem góra kilkanaście, w porywach do kilkudziesięciu. Nie zamierzam też przekształcać tego bloga w stronę o chrześcijańskiej kulturze. Po prostu chcę ją potraktować jak jeden z elementów (ważnych dla mnie jako człowieka, który ze świata kultury wyszedł) pewnego… hmm, katolicko-konserwatywnego lajfstajlu, który trochę tu promuję? No, jakoś tak.

Zatem nie przedłużając już – oto moje propozycje.

„Wywiad z Bogiem” (2018)

O tym filmie już pisałem, więc teraz tylko krótko tytułem przypomnienia. Dziennikarz po powrocie z misji w Afganistanie cierpi na zespół stresu pourazowego. Sypie mu się małżeństwo, a do tego zamiera jego niegdyś gorliwa wiara. Ogólnie żyje w przekonaniu, że Bóg nie wysłuchał żadnej z jego modlitw. Pewnego dnia nie kto inny jak właśnie sam Bóg pod postacią miłego staruszka w garniturze zgłasza się do niego z propozycją wywiadu. W życiu bohatera rozpoczyna to przełomowy okres, w którym dowie się wiele o naturze Boga, ale przede wszystkim o sobie samym. Zwłaszcza o tym, jakiego grzechu Bóg nie byłby w stanie mu wybaczyć. Potrwa to trzy dni, co chyba powinno poruszać w naszych głowach pewne dzwoneczki. Dla mnie to jedna z ciekawszych – w sensie pomysłu – propozycji w tym zestawieniu.

Ta pozycja to też dobry asumpt do zastanowienia się, jakie pytania my sami chcielibyśmy zadać Bogu, Jezusowi czy Maryi, gdybyśmy mieli szansę spotkać się z Nimi twarzą w twarz. Oczywiście o ile w ogóle odważylibyśmy się wydobyć z siebie głos.

„Jego śladem” (2013)

Jest to uwspółcześniona ekranizacja dość głośnej na przełomie XIX i XX wieku powieści kongregacjonistycznego pastora Charlesa Sheldona, w której zilustrował on swoją duszpasterską koncepcję pod hasłem „co zrobiłby Jezus”. Pastor w niewielkim miasteczku pod wpływem spotkania z bezdomnym proponuje swoim parafianom przysięgę, w myśl której przez rok będą starali się postępować, zawsze najpierw zastanawiając się, co na ich miejscu zrobiłby Jezus. Przynosi to nieoczekiwane dla wszystkich i nie zawsze pozytywne – przynajmniej na pierwszy rzut oka – konsekwencje. Tak naprawdę więc historia ta opowiada o tym, co by się stało, gdybyśmy faktycznie całymi sobą otworzyli się na bycie uczniami Chrystusa. Przeniknięta jest myślą z listu św. Jakuba, że wiara bez uczynków jest martwa, a uczynki bez wiary – puste.

Mnie – ze zrozumiałych względów – najbliższy jest młody pisarz, który pod wpływem przysięgi dochodzi do wniosku, że musi przerobić prawie już gotową książkę, bo Jezus by jej tak nie napisał. Jest tam też religijna piosenkarka, która nie podpisuje lukratywnego kontraktu, bo przysięga unaocznia jej, że nawet śpiewając o Bogu, chce przede wszystkim karmić swoją próżność. Ale film – dla równowagi – pokazuje też, że nawet w byciu gorliwym można przesadzić.

„90 minut w Niebie” (2015)

Historia oparta na autobiograficznej książce kolejnego w tym zestawieniu pastora (protestanci rządzą) Dona Pipera. Czytałem ją, zanim sięgnąłem po film. Piper, jak sam twierdzi, zginął w wypadku samochodowym w 1989 roku i był martwy przez półtorej godziny. W tym czasie jego dusza przebywała w Niebie i sądził, że już tak pozostanie. Do życia przywróciły go modlitwy innego pastora, który akurat tamtędy przejeżdżał i poczuł, jak później powiedział Donowi, przymus, by się za niego modlić. Co, nawiasem mówiąc, jest ciekawym nawiązaniem do katolicyzmu, gdyż u baptystów – a takiego wyznania byli obaj – czegoś takiego jak modlitwa za zmarłych czy konających ponoć nie ma.

Jednak tym, co zarówno w książce, jak i w filmie wydaje mi się najciekawsze, wcale nie są opisy zaświatów. Zresztą dość słabe, jeśli mam być szczery. Najbardziej bowiem porusza tam kwestia tego, jak wiara pomaga przejść przez cierpienie i uzdalnia do służenia innym. Jest to więc też przy okazji film o szukaniu sensu w cierpieniu.

„Pozostawieni” (2014)

No i, proszę państwa, kolejny w naszym zestawieniu protestant. Zaraz pójdzie fama, że Królik jednak poszedł za swoim imiennikiem z nazwiskiem na literę L. No ale cóż poradzić, że protestanci w tym biznesie rozpychają się łokciami, a do tego umieją to robić. Tu pisząc o protestancie, mam na myśli przede wszystkim autora powieściowej sagi, z której zaczerpnięto pomysł na film – Tima LaHaye’a, charyzmatycznego, a do tego ponoć nie znoszącego katolików, ewangelizatora i pisarza.

„Pozostawieni” to dobry przykład tego, jak chrześcijańskie i biblijne wątki można ubrać w kostium fantastyki, do tego z postapokaliptycznym wydźwiękiem. Otóż na całej Ziemi dochodzi do zapowiedzianego w Biblii wzięcia Sprawiedliwych do Nieba. W jednej chwili znikają miliony ludzi. Ci, którzy pozostali, muszą dokonać zasadniczych przewartościowań w życiu, zanim nastanie panowanie Antychrysta, a po nim koniec czasów. Jednym z nich jest pilot, który akurat siedział za sterami samolotu, gdy wyparowała część pasażerów. Potem dowie się, że wśród wziętych jest także jego żona i synek.

Poza fabułą… dla miłośników Nicholasa Cage’a.

„Zmartwychwstały” (2016)

O życiu Jezusa i powiązanych z nim wątkach pobocznych powstało sporo słabych filmów. To nie jest jeden z nich. Jego bohaterem jest rzymski trybun, który na rozkaz Piłata ma przeprowadzić ukrzyżowanie Jezusa. Trzy dni później wściekły szef wzywa go ponownie i zleca mu przeprowadzenie śledztwa w sprawie pogłosek o rzekomym zmartwychwstaniu żydowskiego buntownika. Ma też odnaleźć wykradzione z grobu ciało i uczniów zmarłego, by w ten sposób nie dopuścić do wybuchu powstania w Jerozolimie przed przybyciem cesarza.

Akcja okazuje się dużo trudniejsza, niż trybun przypuszczał. Tym bardziej że w pewnym momencie staje z rzekomo zmarłym twarzą w twarz i tamten wydaje się bardziej żywy niż kiedykolwiek. I od razu uprzedzam – nie, to nie jest schematyczna historyjka o nawróconym pod wpływem spotkania z Jezusem złym Rzymianinie. To raczej rzecz o kruszeniu się u człowieka pewników, które może, choć nie musi, doprowadzić do wiary.

W sam raz na Wielkanoc.

„Miłość i Miłosierdzie” (2019)

Rodzima produkcja o postaci św. Faustyny Kowalskiej, jej objawieniach i początkach szerzenia przesłania o Miłosierdziu Bożym. Przedtem była „Faustyna” z 1994 roku – nie aż taka zła, jak wielu myśli – ale ten film to coś zupełnie innego. To połączenie dokumentu z fabułą. Jak dla mnie fenomenalny patent, bo dobrze pokazuje, jak można mówić o sprawach wiary za pomocą współczesnego języka, na dodatek wzbogaconego o elementy naukowe. Wstawki fabularne co prawda trochę miejscami kuleją, ale za to postać samej siostry Faustyny i jej relacje z księdzem Sopoćką są pokazane w sposób daleki od szablonowego.

Film wprowadza też nurtujące mnie osobiście wątki dotyczące biografii Eugeniusza Kazimirowskiego – malarza, do którego ks. Sopoćko przyprowadził Faustynę, by namalował obraz Jezusa według jej wizji.

„Uwolnij mnie” (2016)

Minimalistyczny w formie, a przez to tym bardziej porażający w treści francusko-włoski dokument o egzorcyzmach. Film skupia się na postaci słynnego sycylijskiego egzorcysty, ojca Cataldo Migliazzo, i kilku opętanych osobach, które prowadził niekiedy całymi latami. Nie ma tu scen rodem z horrorów. Pokazane za to zostało ludzkie udręczenie i upokorzenia, jakim diabeł często poddaje swe ofiary i na które medycyna – zwłaszcza psychiatria, choć nie tylko – nie znalazła żadnego remedium. Z ekranu bije, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, zwykłość, czasem aż zawstydzająca, zarówno samego zjawiska opętania, jak i walki z nim.

W ostatnich latach zrobił się spory boom na temat egzorcyzmów. Skutkuje to niestety jego trywializacją. Ten film nieco go odkłamuje i zdziera z niego otoczkę sensacyjności.

***

I to na razie byłoby tyle. Oczywiście nie wspomniałem o wielu znaczących i głośnych w ostatnich latach tytułach, takich jak „Bóg nie umarł”, „Nieplanowane” czy „Christiada”. Może będzie jeszcze okazja się nad nimi pochylić. Warto też pamiętać o klasykach w rodzaju „Pasji” czy „Szaty”. A to, że wybrałem akurat te, nie wynikało z żadnego klucza poza tym, że po prostu  stosunkowo niedawno je oglądałem. Chodziło też bardziej o to, by pokazać różnorodność chrześcijańskiej tematyki w filmach, niż o uprzywilejowywanie konkretnych pozycji.

Od razu też uprzedzam ewentualne pytania: nie, to nie jest jedyny rodzaj filmów, jaki teraz oglądam. Choć nie przeczę, że z braku czasu dość kapryśnie dobieram sobie repertuar, a co za tym idzie – faworyzuję te, o których wiem lub podejrzewam, że mogą mnie jakoś uwznioślić duchowo. W końcu… wszyscy mamy tylko jedno życie na Ziemi, prawda?

*

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli Ci się spodobał i popierasz to, co robię, najlepiej mnie wynagrodzisz, udostępniając go w swoich kanałach społecznościowych.

Jeśli zaś chcesz wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zakupu mojej najnowszej książki pt. „Miasto cudów”. Jej cena to 30 PLN + koszty wysyłki. Zamówienia proszę przesyłać na adres ksiazkikrolika@gmail.com.

Szczegółowe informacje o książce znajdziesz na LubimyCzytać. Będę również wdzięczny za pozostawienie tam opinii po lekturze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s