Człowiek wierzący a działalność publiczna

Ostatnio napomknąłem, że mówienie o wierze, a szczególnie mojej własnej, stanowi dla mnie źródło zażenowania. Wiem, że trochę ciężko w to – nomen omen – uwierzyć, jeżeli prześledzi się lwią część mojej internetowej aktywności, w której wiara i postrzeganie świata poprzez jej pryzmat stanowi w zasadzie główny temat, ale tak właśnie jest. Bardzo często nachodzi mnie wątpliwość, czy aby nie postępuję trochę jak ci opisani u Mateusza obłudnicy, co przybierają wygląd ponury i poszczą tak, aby ich wszyscy widzieli. Wyobrażam sobie też, że na któryś z moich tekstów trafiają ludzie pamiętający zupełnie innego mnie z czasów liceum czy studiów i myślą: acha, jasne – co ten wariat znowu kombinuje?

Z drugiej strony przypominam sobie te wszystkie wybiegi, które przez lata stosowałem, żeby od wiary – i mówienia o niej, owszem, od tego też – uciec. Pomijając różne względy osobiste, które poza Bogiem zna tylko moja małżonka i spowiednik, zapewne niemałą rolę odgrywał w tym wstyd. No bo o czym jak o czym, ale… o wierze? Serio? W dzisiejszym świecie? Ty, taki niby oczytany? Kiedy porzuciłem Kościół, sprawa poniekąd się rozwiązała. Ale właśnie tylko poniekąd, bo dość szybko, i z niemałymi szkodami dla samego siebie, odkryłem, że po zejściu z tej drogi bardzo łatwo zbaczam na manowce. W życiu oraz w pracy, która bez zahaczenia w wierze stała się jedynie jałowym mnożeniem liter nie wiadomo po co ani dla kogo.

Kiedy trzy lata temu zacząłem moją żywą więź z Chrystusem mozolnie odbudowywać, klocki stopniowo powskakiwały na miejsce. Oczywiście i tutaj nie obyło się bez tąpnięć, bo system obronny – wydatnie wsparty przez koronaświrozę, która to na kilka miesięcy wytrąciła mnie z religijnego kursu – zadziałał dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać. Ale powiedzmy, że ogólnie tendencja była i wciąż jest na plus. Tylko że natychmiast pojawił się kontrapunkt pod tytułem „ale czy to tak wypada, czy aby nie ma w tym jakiegoś mimowolnego odcienia ostentacji”. Od razu odpowiadam: nie, nie ma, a nawet jak się pojawia, zduszam go modlitwą i spowiedzią.

Dobrze, ale dosyć o mnie, bo przykład własny tak naprawdę miał mi posłużyć za przejście od szczegółu do ogółu. A jest nim kwestia, która silnie się wybiła przy okazji tekstu o Szymonie Hołowni. Tak, wiem, że znów do niego nawiązuję, nic jednak nie poradzę, że okazał się kijem włożonym w mrowisko. Kwestia zaś dotyczy tego, czy i na ile katolik powinien kierować się w publicznej działalności swoją wiarą oraz w jakim zakresie jest to jeszcze świadczenie przed ludźmi o Chrystusie, a w jakim już… w sumie nawet nie bardzo wiem, jakiego określenia tu użyć. Faryzeizm? Ewentualnie odwrotnie – do jakiego stopnia krycie się z wiarą jest wyrazem skromności, a gdzie zmienia się w zwykłe tchórzostwo lub obnażenie tejże wiary braku?

Wiadomo, że człowiek powinien być integralny, czyli spójny wewnątrz i na zewnątrz. Jeśli w coś wierzę, nie podobna to chować i w życiu postępować tak, jakby tego nie było. Wiara bez uczynków jest wszak martwa. Tak naprawdę nic z niej nie wynika – ani dla mnie samego, ani dla rzeczywistości, w której funkcjonuję. Równie dobrze mógłbym zadeklarować, że wierzę w Ufo lub w krasnoludki – efekt będzie dokładnie ten sam. Diabeł też przecież wierzy w Boga – zresztą nie musi, on, w przeciwieństwie do nas, wie – i nic z tego dla siebie nie ma, bo choć Boga zna lepiej niż my, to postępuje całkowicie na odwrót; świadomie, z pełną premedytacją i konsekwencją wybiera zło.

Mnie oczywiście łatwo się mądrzyć, bo w moim wypadku poza standardowym imperatywem, by postępować dobrze w życiu codziennym, głównym publicznym działaniem wynikającym z wiary jest – na razie przynajmniej – pisanie o niej. Najwyżej jakiś kumpel z dawnych lat, który pamięta, jakie głupoty wtedy wyczyniałem, nazwie mnie świętoszkowatym hipokrytą. Co ma jednak zrobić na przykład polityk, który szczerze i głęboko wierzy, lecz jednocześnie operuje w przestrzeni, w której musi się liczyć z tym, że nie wszyscy podzielają jego przekonania? Do jakiego zakresu może się posunąć w forsowaniu wynikających z jego wartości rozwiązań, a w którym punkcie powinien wcisnąć hamulec?

W tym kontekście od razu przychodzi mi do głowy choćby Marek Jurek, który, jeżeli spojrzeć na to w czysto politycznych kategoriach, na wierności swoim ideałom przegrał, bo dzisiaj jest politykiem z całkowitego marginesu. Z drugiej strony sam fakt, że wciąż jednak jest, stanowi kroplę drążącą skałę, bo cały czas o sprawach, które są dla niego podstawowe, przypomina. A na przeciwległym krańcu mamy… no dobrze, niech będzie ten Hołownia, skoro już się go tak uczepiłem. Upiera się, że niby zabijaniu nienarodzonych jest przeciwny, ale jako polityk musi brać pod uwagę pełne spektrum poglądów. Do tego niektórzy jego sympatycy utrzymują, iż w jego wykonaniu to taki wallenrodyzm – że niby działa na terenie wroga, ale po cichu jest nasz.

Okej, zostawmy politykę. W gruncie rzeczy to, wokół czego tak nieudolnie tu krążę – grzejnik ciut za mocno daje i ciężko mi się skupić – dotyczy nas wszystkich. Mnie też. I dotyczy chyba szczególnie w świetle zbliżającego się Wielkiego Postu. W tym sensie, że decydując się iść za Jezusem, trzeba bardzo umiejętnie wyważyć proporcje między emanowaniem swoją wiarą na zewnątrz a pilnowaniem się przed popadnięciem w obłudę. Bo na jednej szali mamy tu wszak obietnicę Jezusa, że do każdego, kto przyzna się przed ludźmi do Niego, On przyzna się przed swoim Ojcem, zaś na drugiej – przestrogę, że nie każdy, kto Mu woła „Panie, Panie”, godzien jest wejść do Królestwa Niebieskiego.

Do tego wszystkiego warto dodać jeszcze jeden czynnik: powszechny obowiązek apostolstwa, który Jezus nałożył na każdego, kto w Niego wierzy lub tak twierdzi. Nie wolno nam z niego zrezygnować, choć każdy jest powołany do wypełniania go w inny, właściwy tylko dla siebie, sposób. Jedni pisaniem, inni polityką większego lub mniejszego kalibru, a jeszcze inni – może po prostu uśmiechem albo pieczeniem wyśmienitych ciast. Tylko że o ile tam, gdzie działamy w ukryciu, stosunkowo łatwo o zachowanie pokory, o tyle tam, gdzie to, co robimy, zahacza o sferę publiczną – nawet jeśli miałby nią być Facebook – pokusa popadnięcia w obłudę rozrasta się niesamowicie. Podobnie zresztą jak odwrotna pokusa – przehandlowania wiary za uznanie.

Oczywiście w teorii sprawa wydaje się prosta. Granica między szczerością a obłudą przebiega w duchu, w sferze intencji. W praktyce łatwo ją zatracić. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie, w którym modne stało się bycie za lub przeciw czemuś za pomocą nakładki na zdjęcie profilowe albo szybkiego, nie zawsze przemyślanego, komentarza. A gdy jeszcze taka aktywność zbiera morze lajków? Ho ho, to dopiero zaczyna się festiwal łechtania gruczołu próżności. Co jednak nie wyklucza, że w zamyśle zamiary mogliśmy mieć jak najbardziej szlachetne. I tak nam się to kółko zamyka. Ja sam muszę się w tym aspekcie ciągle pilnować. Post to idealna okazja, by się nad tym pozastanawiać.

Post powinien nam uświadomić, że każdy z nas nosi w sobie jakiś – jak to nazwał św. Paweł – oścień, przez który nie możemy się czuć zbyt dumni z siebie, nawet gdy walczymy o słuszne sprawy. No ale, jak wiadomo, moc w słabości się doskonali, zaś Bóg, który widzi w ukryciu, odda nam to, co nam się słusznie należy. Nie ma nic ważniejszego.

*

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli Ci się spodobał i popierasz to, co robię, najlepiej mnie wynagrodzisz, udostępniając go w swoich kanałach społecznościowych.

Jeśli zaś chcesz wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zakupu mojej najnowszej książki pt. „Miasto cudów”. Jej cena to 30 PLN + koszty wysyłki. Zamówienia proszę przesyłać na adres ksiazkikrolika@gmail.com.

Szczegółowe informacje o książce znajdziesz na LubimyCzytać. Będę również wdzięczny za pozostawienie tam opinii po lekturze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s