Chcesz być zdrowy? Zostań świętym

Kolejną pozycją na mojej wielkopostnej – bardziej mimo wszystko z uwagi na okres niż treść – liście lektur była „Niemoc chrześcijan – dlaczego?” autorstwa chorwackiego teologa, ks. prof. Tomislava Ivancicia. Przy czym od razu wypada wyjaśnić, że wbrew temu, co ja sam pomyślałem, biorąc tę książkę po raz pierwszy do rąk, nie chodzi o niemoc w tym najbardziej potocznym, narzucającym się sensie jako nadstawianie drugiego policzka czy pokorę, ale o to, dlaczego my, chrześcijanie, nie potrafimy być w pełni tacy, jakimi pragnie uczynić nas Jezus. Zatem w gruncie rzeczy też bardzo dobre zagadnienie na Wielki Post.

To, że nie potrafimy, nie oznacza, że nie możemy i że nie powinniśmy do przełamania owego stanu dążyć. Kluczem jest jedno słówko – hagioterapia. Czyli – ni mniej, ni więcej – leczenie świętością. Jest to rozwijana przez ks. Ivancicia od trzydziestu lat… no właśnie, co? Metoda duszpasterska? Terapeutyczna? Tak naprawdę wszystkiego po trochu, bo przecież człowiek w chrześcijańskim ujęciu rozpatrywany jest całościowo – jako ciało, umysł oraz dusza. Na tym zasadza się propagowana przez ks. Ivancicia idea hagioterapii i o tym też jest ta książka, która zawiera zapis rekolekcji wygłoszonych przez niego w 2012 roku dla pracowników hospicjów z całej Polski.

Ivancić w swojej refleksji wychodzi od w sumie dosyć oczywistej konstatacji, że dzisiejszy świat, a już zwłaszcza medycyna, traktuje człowieka rozłącznie – osobno ciało, osobno sferę niematerialną. Na dodatek jeśli chodzi o to drugie, niezbyt dobrze – lub zgoła nijak – radzi sobie z rozróżnieniem na psychikę i duchowość. Nasza coraz bardziej wydrążona z poczucia sacrum cywilizacja uznaje je za jedno i na ogół stosuje te terminy wymiennie. Do tego wypada dodać, że w ujęciach skrajnie materialistycznych zazwyczaj jako dogmat pojawia się twierdzenie, że psychika i świadomość to jedynie wytwór chemicznych procesów w mózgu.

Ivancić tymczasem proponuje inny podział. Mianowicie na życie biologiczne, psychiczne i – osobno – duchowe. Przy czym każdą z tych sfer określa mianem „duszy”. Mamy więc duszę wegetatywną, psychiczną i tę najwyższą, nadrzędną wobec pozostałych – duchową. W sensie teologicznym ukazuje to pełnię i doskonałość człowieka jako stworzenia bożego. Anioły – przypomina Ivancić – są istotami czysto duchowymi, rośliny prowadzą egzystencję wyłącznie wegetatywną, zwierzęta mają duszę biologiczną oraz psychikę, ale nie posiadają pierwiastka ściśle duchowego, przez co nie są w stanie np. myśleć o sobie w kategoriach podmiotowych, wykształcić kultury, wierzyć itp.

Dusza duchowa – wszczepiana nam przez Boga w chwili poczęcia – tworzy z naszym ciałem i umysłem jedność i posługuje się nimi jako narzędziami do odbywania swojej pielgrzymki przez świat. Kiedy umieramy, odłącza się od nich, ale to nie znaczy, że – jak nauczali choćby dawni gnostycy – stanowi wobec nich jakiś odrębny byt. Wprost przeciwnie – między nimi a nią następuje obopólne współoddziaływanie.

I tu docieramy do – dla niektórych być może kontrowersyjnego – sedna hagioterapii. Według ks. Ivancicia większość chorób – i to zarówno tych cielesnych, jak i dotykających wymiaru emocjonalnego – ma swoje źródło właśnie w ludzkiej duchowości: w jej różnych zranieniach, zahamowaniach, nie mówiąc już o całym szeregu działań mających na celu jej zwichnięcie. Jeśli więc uzdrowimy ducha, jeśli wyzwolimy go z najróżniejszych okowów, w których tkwi, poprawimy też jakość naszego życia w ogóle. Na poparcie tej tezy Ivancić przytacza badania, z których wynika, że zarówno spotykające nas dobro, jak i zło wywołuje reakcje na poziomie komórkowym. Upraszczając – grzech dosłownie niszczy mózg i ciało, a świętość je leczy.

No dobrze, tylko jak w takim razie ową świętość osiągnąć? Ano – odpowiada Ivancić – bardzo prosto: przez budowanie i kultywowanie żywej więzi z Bogiem. Dlatego – jak zaznacza autor – ta metoda nie jest dla wierzących, lecz dla ateistów. Przy czym nie ma na myśli wyłącznie ateistów spoza Kościoła, lecz – a może przede wszystkim – tych nazywających samych siebie chrześcijanami, ale już od dawna, lub nawet od zawsze, traktujących Boga jak martwą literę. W tym właśnie kontekście pojawia się w książce niemoc.

Tu też niektórzy czytający nazbyt pobieżnie mogliby postawić Ivanciciowi – przecież księdzu katolickiemu, a do tego doradcy papieży – zarzut, że podważa sensowność modlitw i w ogóle praktyk religijnych. Bo rzeczywiście dość sporo miejsca poświęca temu, jak bardzo jałowe są wszystkie wypowiadane przez nas formuły, godziny spędzone na mszach, pielgrzymkach albo z różańcami w dłoni. Czy zatem mamy odpuścić sobie niedzielne wyjścia do kościoła? Jeśli przy tym postępujemy jak faryzeusze z czasów Jezusa, którzy sądzili, że samymi rytuałami zaskarbią sobie niebo, to chyba tak. Bogu takie ofiary na nic, a my tylko będziemy karmić się złudzeniami.

Relacja z Bogiem ma być… no właśnie, relacją, rozmową, wymianą. Mamy odkryć w sobie obraz Boga jako Przyjaciela i Ojca, ale takiego prawdziwego, a w przypadku Jezusa – Brata. Wszelkie wypracowane przez Tradycję obrzędy powinny nam służyć jedynie jako środek do komunikacji. To, ile odpustów odprawimy czy ile razy nie zjemy mięsa w piątek, naprawdę nie ma żadnego znaczenia, jeśli nie stanie się to drogą do jak najbardziej osobistego, a nawet intymnego kontaktu z Bogiem.

Czy potrafimy sobie wyobrazić, że zamiast klepać wyuczone słowa, pytamy Jezusa o to, jak się dziś czuje? Albo że… opowiadamy Mu dowcipy? A może, odmawiając „Ojcze nasz”, warto potraktować tę modlitwę jak swego rodzaju nawiązywanie połączenia telefonicznego z Bogiem. Dobrze byłoby też od czasu do czasu napisać do Jezusa lub którejkolwiek z innych boskich osób list. Ale taki od serca, w którym szczerze wyrzucimy wszystko, co nam leży na wątrobie. Lub zwyczajnie poprosić o coś – choćby o pomoc w walce z nałogami. Właśnie takie sposoby na budowanie i wzmacnianie żywej więzi podpowiada Ivancić.

Oczywiście niektórym może się to wydać ciut infantylne. Oczywiście czytając o tym, jak sam Ivancić nakazał sobie, że następnego dnia ma mu przejść grypa, i rzeczywiście tak się stało, można wybuchnąć śmiechem. Tylko że jeśli pokonamy uprzedzenia, odkryjemy, że jest to nic innego jak sięganie do pierwotnych, opisywanych w Ewangeliach lub Dziejach Apostolskich charyzmatycznych źródeł wiary – takich jak wylanie Ducha, cudowne uzdrowienia, mówienie językami czy wypędzanie demonów. W końcu – jak w Ewangelii św. Jana powiedział Jezus, a co ks. Ivancić przytacza – kto Mu wierzy, ten będzie czynił cuda takie jak On, a nawet jeszcze większe.

Problem – jak wykazuje – nie polega na tym, że tego nie da się zrobić, lecz na tym, że bardzo wielu chrześcijanom wydaje się, iż nie są do tego stworzeni. Jest to więc kwestia dotykająca jednego z filarów naszej wiary, czyli powszechnego i dostępnego dla wszystkich powołania do świętości i zbawienia – czegoś, za co Jezus dał się ukrzyżować. Jesteśmy niewolnikami stereotypu, że święty to otoczona aureolą postać z obrazka lub jakiś średniowieczny pustelnik, a tymczasem osiągnięcie tego stanu leży w zasięgu każdego z nas. Macie prawo powiedzieć sobie: chcę być święty, mogę być większy i doskonalszy niż Faustyna – zagrzewa autor.

I owszem, brzmi to trochę kołczingowo. Przyznam, że w trakcie lektury mnie drażniło. Tylko że z drugiej strony właśnie jednym z duchowych zniewoleń, na które zwraca uwagę Ivancić, jest zanik wiary, a jeszcze bardziej pragnienia tego ognia, który konstytuuje chrześcijaństwo. Może więc czasem trzeba uciec się do takich kołczingowych metod, by o nim przypomnieć i pobudzić chęć rozniecania go w sobie. Albo inaczej – może to, że takie słowa komuś zalatują kołczingiem, świadczy nie o ich autorze, a raczej o naszej mikromanii; o tym, że daliśmy się spacyfikować zwątpieniu i zniechęceniu.

Nie wiem, czy rzeczywiście wszystkie choroby da się wyleczyć mocą ducha. Zakładam, że w całej, rozwijanej od trzech dekad koncepcji hagioterapii jest jednak więcej subtelności, niż da się przekazać na kilku w dużej mierze improwizowanych konferencjach, które z pewnością wypadają lepiej w wersji audio niż na papierze. Domyślam się też, że w tym wszystkim nie tyle chodzi o wypalanie raka potęgą modlitwy czy chodzenie po wodzie, a bardziej po prostu o uświadamianie ludziom, że człowiek to coś więcej niż ciało, a Bóg to nie abstrakcyjna idea, lecz realna Osoba, z którą można wejść w żywy dialog, a nawet się do Niej upodobnić.

Jest to szczególnie ważne w naszych czasach, w których na wszelkie sposoby usiłuje się zabić albo przynajmniej przetrącić w ludziach duchowość oraz wynikającą z niej nadprzyrodzoną godność. Gdy sprowadza się nas do poziomu nieco tylko bardziej zaawansowanych od małpy zwierząt, którym treserzy dzierżący smycz czasem łaskawie „luzują” i które się „wyszczepia”. No a przecież: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: wyrwij się z korzeniami i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna.” No tak, właśnie… gdybyśmy.

Ja póki co nie napisałem do Boga listu. Nie opowiedziałem też Jezusowi żadnego dowcipu. I tak prawdopodobnie ma ze mnie niezłą polewkę – zwłaszcza gdzieś tak o wpół do ósmej rano. Niemniej lektura tej książki skłoniła mnie do popracowania nad jakością własnej codziennej modlitwy.

*

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli Ci się spodobał i popierasz to, co robię, najlepiej mnie wynagrodzisz, udostępniając go w swoich kanałach społecznościowych.

Jeśli zaś chcesz wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zakupu mojej najnowszej książki pt. „Miasto cudów”. Jej cena to 30 PLN + koszty wysyłki. Zamówienia proszę przesyłać na adres ksiazkikrolika@gmail.com.

Szczegółowe informacje o książce znajdziesz na LubimyCzytać. Będę również wdzięczny za pozostawienie tam opinii po lekturze.

Jedna myśl na temat “Chcesz być zdrowy? Zostań świętym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s