Czy „pandemia” jest dziełem diabła?

Na początek tylko jedno drobne zastrzeżenie dla tych, którzy być może trafiają na mój blog po raz pierwszy.

Otóż nikt nigdy nie skłoni mnie, żebym słowo „pandemia” – przynajmniej w odniesieniu do tego, co się obecnie dzieje na świecie – zapisywał inaczej niż w cudzysłowie, a zatem ze wskazaniem na jego sztuczność. I to nawet jeżeli z filologicznego punktu stosowanie tego terminu w odniesieniu do bieżących wydarzeń jest jak najbardziej uzasadnione. A jest w tym sensie, że „pandemia” po grecku oznacza po prostu coś – cokolwiek, niekoniecznie tylko chorobę – co dotyczy wszystkich ludzi. A to „coś” niestety dotyczy.

Nie będę się też zanadto rozwodził tu nad moim krytycznym stosunkiem do całego zjawiska. Kto ciekaw, ten niech zajrzy do dwóch wcześniejszych tekstów (klik i klik). Nie rozpatrują one tematu z aż tak ściśle religijnej perspektywy, z jakiej zamierzam podejść do niego w tym wpisie, niemniej na pewno w jakiś sposób z nim korelują. Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do sedna.

Przyznam się, że z tym rozważaniem nosiłem się od dawna. Tak, tak, już słyszę te wszystkie znaczące chrząknięcia lub sugestie, że powinienem sobie cyknąć fotkę z zieloną poświatą. Niezadowoleni pewnie będą też znajomi, którzy uważają, że postać diabła w tym, co mówię i piszę, gości zbyt często. Być może rzeczywiście tak jest, może przywiązuję do niego nazbyt wielką wagę – szczególnie że recenzowany przeze mnie niedawno ks. prof. Tomislav Ivancić stanowczo takie postępowanie odradza. Tyle że po prostu jakoś tak się w moim życiu dziwnie ułożyło, że nasze ścieżki ciągle się gdzieś przenikają.

Ale mówiąc już zupełnie serio. Jeśli jesteśmy wierzący, to siłą rzeczy musimy poszukiwać eschatologicznego wymiaru wszelkich zjawisk. Szczególnie gdy dotyczą one tak wielu ludzi w tak szerokim zakresie. Musimy zadawać sobie pytanie, co chce nam przez nie powiedzieć Bóg, dlaczego je dopuszcza i czy rzeczywiście pochodzą od Niego. A jeśli nie, to od kogo i w jakim celu nas dotykają.

Istnieje mianowicie taka koncepcja z zakresu teologii historii – okno możliwości. Natknąłem się na nią w opublikowanym na portalu PCH 24 z początkiem roku eseju Roberto de Mattei „Rok 2021 w świetle objawień fatimskich i prawego rozumu”. Zakłada ona – jak wyjaśnia autor – że choć w dziejach wszechświata to Bóg jest zawsze ostatecznym zwycięzcą, demon zaś finalnie zawsze ponosi porażkę, to diabelska strategia nieodmiennie polega na psuciu wszystkiego, co dobre, i wykorzystywaniu do tego każdej nadarzającej się okazji, czyli – ni mniej, ni więcej – owego okna możliwości.

Bóg oczywiście robi dokładnie to samo, usiłując z każdego zła wyprowadzić jakieś dobro. Na razie jednak skupmy się na diabelskiej wersji okna.

Czy może nim być koronawirus? Niewątpliwie. Wręcz aż się o to prosi, prawda? Kwestią nie do rozstrzygnięcia pozostaje oczywiście, czy diabeł jedynie podpiął się pod nadarzającą się zupełnie naturalnie sposobność, czy też w jakiś sposób aktywnie sobie tę szczelinę wyrąbał. Jak miałby tego dokonać?

Jednym z często spotykanych przydomków diabła jest „Książę, względnie Pan, tego świata”. Tak nazywa go Jezus w Ewangelii św. Jana. Lecz co to konkretnie oznacza? Chyba przede wszystkim to, że mimo przebywania w piekle ma on dostęp do materialnej rzeczywistości i może na nią wpływać. Może kusić ludzi, opętywać ich umysły lub zwodzić. Aczkolwiek – jak twierdzą niektórzy demonolodzy – może także do pewnego stopnia oddziaływać na naturę: od zjawisk pogodowych po przynajmniej niektóre zwierzęta. Jak odnosiłoby się to do chińskiego wirusa? Ano… znalazłoby się kilka opcji.

Po pierwsze: skoro ma dostęp do natury, mógł sprowokować jego powstanie. Mógł też – jeśli ziarno prawdy tkwi w teoriach spiskowych o sztucznym pochodzeniu SARS-CoV-2 – jakoś naprowadzić naukowców na jego stworzenie. Lub w przeciwną stronę: zarówno w wersji, że wirus powstał naturalnie, jak i w tej, że wydostał się z laboratorium, diabeł mógł po prostu zwietrzyć swoją szansę – swoje okno możliwości, że powtórzymy za Roberto de Mattei – i wykorzystać ją.

Ponieważ zaś ma na Ziemi wielu ludzi, którzy mu służą – świadomie bądź nie – wywarcie wpływu na ich umysły w taki sposób, by ich działania w zakresie, że tak to oględnie ujmę, obsługi „pandemii” wpisywały się w jego plany, to już chyba tylko czysta formalność.

Ja, jeżeli mam być zupełnie szczery i pisać bez ironicznych osłonek, diabelskie autografy na tym, co się obecnie wokół dzieje, widzę wszędzie. Obecny czas to czas – jak ja go nazywam – wielkiego przetrącenia, gdy pod pretekstem rzekomej troski o nasze zdrowie i bezpieczeństwo nie tylko pozbawia się ludzi podstawowych, jeszcze do początku ubiegłego roku najzupełniej oczywistych swobód, ale przede wszystkim zabija się w nich na wszelkie możliwe sposoby ducha. Odbiera się prawo do radości i, co gorsza, nadziei, mamiąc mglistymi obietnicami, że już za miesiąc, może dwa, a może za pięć lat… a zresztą noście te maski do końca życia.

Przez ten rok człowiek został skrajnie uprzedmiotowiony, sprowadzony do postaci wyłącznie biologicznej, w zasadzie do roli inteligentnego zwierzęcia, którym się rozporządza jak jakimś bydłem albo tucznikiem w chlewie. Które na rozkaz ma dawać sobie mierzyć temperaturę, nie dotykać własnej twarzy, dusić się, chodzić w odstępach… i mógłbym wymienić jeszcze masę innych absurdów, które przed rokiem byłyby nie do pomyślenia, a które najprawdopodobniej zostaną z nami już na stałe.

Pojawia się też coraz więcej badań mówiących o kosztach psychicznych owego heroicznego ratowania nas – tu poleciłbym między innymi ciekawą analizę IBRIS, ale też choćby film na znanym youtubowym kanale Wojna Idei. Generalnie jako gatunek wyjdziemy z tego złamani, potrzaskani na ciele i duszy, upokorzeni. A zanim zdążymy się otrząsnąć, prawdopodobnie ci, którzy tym zbrodniczym cyrkiem zarządzają, wymyślą nowy, jeszcze bardziej makabryczny show. Osobiście stawiam na dalsze musztrowanie ludzkości w imię walki o klimat.

Dodajmy do tego cały aspekt religijny, czyli rzecz w sumie fundamentalną. Chodzi mi tutaj o zarówno fakt, iż „pandemia” stała się bardzo wygodnym asumptem do ograniczania wiernym dostępu do praktyk – a niektóre z wprowadzanych pod tym sztandarem restrykcji są naprawdę groteskowe – jak i o to, że sam wirus urósł do rangi swoistego bożka, któremu oddaje się iście bałwochwalczą cześć. Nie mówiąc już o tym, że kiedy słucha się niektórych przedstawicieli Kościoła, można odnieść wrażenie, że nie są to kapłani, lecz funkcjonariusze sanepidu. To wszak nikt inny jak prymas Polski w zeszłym roku przekonywał, że pójście na mszę równa się pogwałceniu piątego przykazania.

Trudno mi wyobrazić sobie coś bardziej diabolicznego niż sytuacja, kiedy kapłan wygania lud ze świątyni, a więc de facto odcina go od sakramentów; kiedy zamiast dawać nadprzyrodzoną nadzieję, prawi o bezpieczeństwie sanitarnym, a zamiast uczyć, że chrześcijanin nie powinien bać się niczego, co zabija ciało, lecz ducha zabić nie może, sam się w gruncie rzeczy do tegoż ducha unicestwiania przyczynia. To jest kompletne postawienie hierarchii spraw na głowie – typowe dla demona odwrócenie znaczeń.

Podobnie zresztą jak jest nim bodaj największe kłamstwo całej „pandemii”, czyli przerażająco skuteczne wmówienie milionom… nie, wróć… miliardom (!) ludzi, że z lęku przed śmiercią mają przestać żyć, a dla ochrony życia – popełnić zbiorowe samobójstwo, bo tym właśnie w dłuższej perspektywie będą kolejne lockdowny i pranie mózgów zdrowotnym terrorem. Ja w tym słyszę rechot szatana – arcymistrza zwodzenia i wirtuoza oszustwa.

No dobrze, ale po co właściwie diabeł miałby to robić? Odpowiedź jest chyba dość oczywista, a podsuwa ją zarówno cała chrześcijańska tradycja, jak i wizje mistyków, pisma wprawionych w duchowych zmaganiach jak mało kto Ojców Pustyni czy świadectwa niektórych egzorcystów.

Diabeł nas nienawidzi. Nasze istnienie traktuje jako afront wymierzony mu przez Boga. W jego interesie leży upodlenie nas, zniewolenie i strącenie z pozycji korony stworzenia do poziomu zwierząt, a w ostatecznym rozrachunku – zniszczenie… fizyczne, jednak przede wszystkim duchowe. Oczywiście tradycja uczy, że on już przegrał, o czym on też świetnie wie, ale zanim nieodwołalnie zostanie strącony w otchłań, chce jeszcze napsuć, ile tylko zdoła. Upokorzenie dwunożnych małp, za które Jezus oddał życie na krzyżu, zniżywszy się uprzednio do ich padołu, to przecież największy ból, jaki może sprawić Stwórcy.

A choć to, co napisałem powyżej, wielu czytających prawdopodobnie wzburzy lub skłoni do popukania się w czoło, to z czysto religijnego punktu widzenia jest jak najbardziej poprawne i dopuszczalne. Jest to jedna z możliwych interpretacji, którą, jeżeli konsekwentnie otworzymy się na eschatologiczną perspektywę, musimy dopuścić. Czy prawdziwa? Czy rzeczywiście w nią wierzę? Nie wiem. Jest to jakaś intuicja mojego serca, jakaś próba zracjonalizowania tego chaosu.

Nie ulega dla mnie natomiast wątpliwości, że to, co się obecnie wokół nas i z nami dzieje, jest wydarzeniem o doniosłym znaczeniu dla ducha. Może jest to w równej mierze diabelskie, jak i boskie okno możliwości, kolejne pole bitwy, na którym w szczególny sposób ściera się zło i dobro, ciemność i światło. To, jaki będzie jej wynik, decyduje się w każdej chwili w każdym z nas.

Jeśli poddamy się marazmowi i zwątpieniu, a zwłaszcza strachowi, czyli najpotężniejszemu w diabelskim arsenale narzędziu, to już przegraliśmy. I jak najbardziej odnoszę to też do siebie.

*

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli Ci się spodobał i popierasz to, co robię, najlepiej mnie wynagrodzisz, udostępniając go w swoich kanałach społecznościowych.

Jeśli zaś chcesz wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zakupu mojej najnowszej książki pt. „Miasto cudów”. Jej cena to 30 PLN + koszty wysyłki. Zamówienia proszę przesyłać na adres ksiazkikrolika@gmail.com.

Szczegółowe informacje o książce znajdziesz na LubimyCzytać. Będę również wdzięczny za pozostawienie tam opinii po lekturze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s